JACK DANIEL’S - whisky/whiskey
Polacy – ponieważ innych zmartwień nie mają
– poświęcają się ostatnio analizowaniu prezydentury amerykańskiej, bo o
polskiej jakoś zapomnieli. Ja postanowiłem przyglądać się nie amerykańskim
wzlotom i upadkom republikanów oraz demokratów, ale amerykańskiemu na wskroś
trunkowi. Wybrałem zgrabną czworokątną butelkę z czarną etykietą… Butelczyna
przyzwoita, zawartość sensowna, efekt degustacji… absolutnie nie polityczny.
Smakuje i wyznawcom Donalda Trumpa, smakuje też jego przeciwnikom. Smakuje przy
okazji Oberżyświatowi.
Absolutna większość pijącej lub tylko o
popijaniu czytającej publiczności jest przekonana, że popularny Jack Daniel’s
to bourbon. Błąd! Jack jest amerykańską whisky! W dodatku pisanej z irlandzka
„whiskey”. Ponieważ Jack Daniels’s zawiera co najmniej 51 procent zacieru
kukurydzianego, mógłby być klasyfikowany jako bourbon, ale byłaby to ciężka
obraza dla głosujących na Trumpa mieszkańców Tennessee. Więc umówmy się: Jack
Daniel’s to amerykańska whiskey! A z whiskey żartów nie radzę robić. Żartować
to można z polityków...
Jak powstaje? Zacier sporządza się z
kukurydzy (51-80 procent), niewielkiej ilości żyta, oraz słodu jęczmiennego i
drożdży. Surowy destylat o mocy ponad 70 procent przepuszczany jest przez
specjalne filtry wypełnione węglem drzewnym z amerykańskiego klonu. Proces ten
trwa nawet kilka dni i nadaje trunkowi specyficzny dymny posmak. Następnie
whiskey dojrzewa w beczkach z białego dębu (opalanych wewnątrz) przez co
najmniej cztery lata. Czasami dłużej przy produkcji ambitniejszych odmian Pana
Jacka. Przed butelkowaniem wódeczność jest rozcieńczana do mocy 40 procent
(jeszcze do niedawna Daniel’s był nieco mocniejszy – 45 proc.). I trafia do
kieliszka.
Produkcja whiskey w Ameryce ma długą
tradycję. Pierwsza gorzelnia powstała tam prawie 400 lat temu. Wódki zbożowe i
owocowe „palono” w małych przydomowych alembikach. Smakiem specjalnie się nie
przejmowano. Ważny był konkretny efekt rozweselający. Gorzały takie były też
przez wiele lat przeznaczane na wymianę barterową wcale nie tylko z tubylcami.
W butelkach i beczułkach rozliczali się też między sobą koloniści. Nie wiem, jaki jest stosunek do bimbrownictwa obecnego prezydenta, ale gdyby nawet
proceder taki popierał, to nie ma się czego wstydzić. Wszak nawet pierwszy
prezydent USA George Washington prowadził własną gorzelnię w swej posiadłości w
Mount Vernon. Oczywiście nie były to trunki „dopracowane” jak obecnie, ale
proste bimbry. Spożywano ich olbrzymie ilości! W XIX wieku dorosły Amerykanin
wypijał ponad sto butelek rocznie! Państwo miało też od początku problemy z
pobieraniem podatków od pędzonego alkoholu. Skończyła się ta zabawa wielką
krucjatą kościoła i organizacji kobiecych, która doprowadziła do ustanowienia
prohibicji (1920-1933), która wcale spożycia nie ograniczyła, a jedynie
pogorszyła i tak dyskusyjną jakość amerykańskich trunków. Pijącym to nie
przeszkadzało, bo wiadomo… najsmaczniejszy jest owoc zakazany.
Założycielem firmy, której wyrobem się
dzisiaj cieszę, był oczywiście uwieczniony na wieki dzięki swojemu dziełu Jack
Daniel. Podwaliny gorzelni powołał (rzecz jasna w Lynchburgu w Tennessee) do
etylowego życia w roku 1859 i – co ciekawe – była to pierwsza w USA prawnie
zarejestrowana gorzelnia whiskey. Spadkobiercy Jacka zarządzali firmą przez sto
lat, w końcu sprzedali ją gigantowi alkoholowemu firmie Brown-Forman z Kentucky
(8 głosów elektorskich na Trumpa…). Jednak Jack Daniel’s nadal powstaje w Tennessee
(11 głosów elektorskich na Trumpa…).
Charakterystyczna butelka z czarną etykietą
zaczęła karierę w 1887 roku. W 1904 zdobyła złote medale na wystawie światowej
w St. Louis jako najlepsza z prezentowanych whiskey i whisky. Od tego czasu
wódeczność Jacka Daniel’sa ma się na
przemian dobrze lub… bardzo dobrze. Popularna jest na całym świecie. Pija się
ją w wielu kombinacjach barmańskich jako bazę long drinków. Ale prawdziwi
bywalcy amerykańskich barów hołdy składają Daniel’sowi w formie najbardziej
oczywistej, czyli czystej z kieliszka. Bez lodu. Bez dodatków. Bez
rozcieńczania. Z czym się łapczywie zgadzam, gdyż tylko wtedy można docenić jej
indywidualny charakter.
W czasie ostatnich amerykańskich wyborów
prezydenckich (2024) wypito Jacka Daniel’sa sporo. Nie jestem pewien, czy po
głosowaniu, czy może przed...
WRAŻENIA: barwa
bursztynowa; klarowność idealna; ślad na kieliszku smugowy; aromat delikatny,
owocowy, trochę dymny i drożdżowy; smak złożony, zdecydowanie wytrawny,
doszukać można się żywicy, miodu, skóry, tytoniu; moc 40%.
SERWOWANIE: Daniel’s
najlepiej smakuje w ciężkim kieliszku barowym, lub szklaneczce; często też
serwowany na lodzie, ale warto go spożywać wtedy w pośpiechu, aby się zbyt nie
rozwodnił; Wielbiciele kukurydzianych destylatów zwykle delektują się Daniel’sem
w męskim towarzystwie, cygara mile widziane. Gada się oczywiście o polityce...
PRZEMYSŁAW
OBERŻYŚWIAT
OSUCHOWSKI
© GOZDAWA PROJEKT, Przemysław
Osuchowski, Kraków 2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz