LILLET BLANC - Wino Likierowe, aperitif

Pijać należy z
głową. Więc zajmijmy się wódecznością o mocy ograniczonej… Są drinki sławne, są
drinki najsławniejsze. Polacy pijący w formie „...siątek” też mają sporo
drinkowych tradycji. Przed dwoma dekadami był na przykład modny Wściekły Pies.
Do kieliszka (klasycznej 50-tki) wlewano syrop malinowy lub porzeczkowy,
następnie kilka kropek tabasco i kieliszek uzupełniano wódką laną ostrożnie po
ściance… Efekt w szkle był piętrowy, na dole czerwony, u góry bezbarwny. Jeżeli
się całości nie zmieszało, pijący wpierw czuł smak i moc wódki, potem tabasco,
a na końcu łagodził wrażenia sokiem malinowym. Szybko też przyjęła się nad
Wisła nazwa Teraz Polska, żartująca z popularnego kiedyś logo promującego
polskie wyroby. Żeby było zabawnie tylko młodzi myśleli, że Wściekły Pies lub
Teraz Polska jest czymś barmańsko świeżym. Kilkadziesiąt lat wcześniej pijano
przecież w Polsce Tatę z Mamą. Czyli spirytus nalewany warstwowo nad sokiem
malinowym. I też uważano by składników nie łączyć w jednolity płyn, ale by
spływały w ust maliny kolejno. Podobną formę spożywania spotykałem też w Rosji.
Tam wódkę nalewano nad sok pomidorowy z solą i pieprzem. Tyle, że tam robiono
to w dużej szklance, więc nie wszyscy pamiętali drugą kolejkę...
A Wy jak wolicie?
Wstrząśnięte, czy zmieszane? Czy jesteście zmieszani, gdy drink ledwie
wstrząśnięty, czy też wstrząśnięci, gdy napitek jest totalnie zmieszany?
Wprawdzie James Bond obwieścił w ostatniej części swych przygód, iż ma to w… No
wiecie gdzie… Ale pytanie jest fundamentalne! Czy składniki drinka mają być
połączone w jednorodną całość, czy mają prawo dominować co raz to innym smakiem
z każdym łykiem? Odpowiedzi będę szukał na swój i Szanownie Pijących Państwa na
podstawie analizy sławnego francuskiego wina likierowego Lillet Blanc.
Wina wzbogacone
dodatkiem likierów owocowo-ziołowych mają we Francji długą tradycję. Co
najmniej dwustuletnią. Oryginalne Lillet powstaje na bazie sauvignon blanc,
koniecznie szlachetnego bordoskiego pochodzenia. Jednak to tylko 85 procent
zawartości Lillet. 15 procent to gorzko-słodki spirytusowy nalew na całkiem
sporo składników. Przede wszystkim są tam trzy rodzaje pomarańczy (jak twierdzi
producent – Maison Lillet, założony w 1872, należący od 2008 do Pernod Ricard),
słodkie z Hiszpanii, gorzkie z Haiti i zielone z Maroka. Chodzi tu przede
wszystkim o pomarańczowe skórki, a nie tylko ich sok. Innym ważnym składnikiem
jest kora drzewa chininowego z Ameryki Południowej. Likier smak ma dość
okrutny, ale dodany do wina zostawia całkiem przyjemny, oryginalny ślad.
Francuzi uczyli świat popijania takich trunków aperitifowych już w XIX wieku.
Stało się to w Europie poza Francją modne po pierwszej wojnie światowej.
Natomiast po wojnie drugiej moda ta rozprzestrzeniła się w Ameryce Północnej.
Wina likierowe są oczywistym składnikiem wielu form martini dry. Zwykle dodaje
się takie aperitify do ginu, wódki. Najczęściej dodatkiem są wermuty. Ale
Lillet jest właśnie taką odmianą wermutopodobną.
Lillet swoją
światową karierę zrobił za sprawą Iana Fleminga. W pierwszej powieści o
przygodach Jamesa Bonda „Casino Royale”, w roku 1953 pojawił się dokładny
przepis long drinka o nazwie Vesper. To dla nas ważny szczegół, ponieważ Vesper
było imieniem agentki wywiadu brytyjskiego wzorowanej na fascynującej postaci.
Była nią mianowicie Krystyna Skarbek, ulubiony szpieg (dzisiaj chyba trzeba
mówić szpiegini…) Winstona Churchilla, a prywatnie kochanka Iana Fleminga.
Książkowy, a potem filmowy James Bond uczynił Fleminga bogatym na tyle, że mógł
przepijać tantiemy w swym domu na Jamajce. Tego akurat mu na tyle zazdrościłem,
że na miejsce się udałem i dom Fleminga odszukałem. Jest raczej skromny, ale
widok z tarasu na ocean ma imponujący. Przy okazji też odwiedziłem bar w hotelu
Grand Excelsior w Port Royal, w którym filmowy Bond po raz pierwszy wygłosił
imponującą sentencję: wstrząśnięty, nie zmieszany. Wzruszony byłem niezmiernie
i z barmanem przez kilka dni i nocy się zaprzyjaźniałem.
Oto przepis na
Vesper! Trzy miarki londyńskiego ginu, jedna miarka wódki, pół miarki Lillet
Blanc, lód, wiór cytrynowej skórki. Spiralkę cytrynowej skórki należy
delikatnie ścisnąć palcami, tak by się „spociła” i uwolniła aromat. Całość
lekko wstrząśnięta. Drink to zdecydowanie męski. Ma solidną moc około 35
procent, jest cierpki i jakby lekko pikantny. Najciekawszy jest pierwszy łyk –
nigdy nie wiesz czy wpierw poczujesz gin, czy aromatyzowane wino, czy może
dominantą będzie cytrynowa skórka. Z racji mocy Vesper bywa zdradliwy. Tym
bardziej, że większość naśladowców Bonda nie ma licencji na zabijanie… Więc
kombinujcie przy barze z umiarem.
Dodam jeszcze, że
obecnie podążanie szlakiem smaku Jamesa Bonda jest utrudnione. Zmieniły się od
czasów Fleminga receptury ginu. Jest nieco słabszy i mniej pikantny, więc w
zasadzie można zrezygnować z dolewki wódki. Zmieniła się też receptura Lillet.
Po stu latach jego produkcji w roku 1986 na rynek popłynęła jego delikatniejsza
forma, mniej chininowa, mniej goryczkowa. W związku z tym nasze naśladownictwo
007 jest umowne. Jakby co, nalewajcie Lillet trochę obficiej niż w oryginalnym
przepisie. I nie mieszajcie!
WRAŻENIA: barwa
słomiana, wpadająca w jasny róż; ślad na kieliszku gesty; aromat bogaty –
kwiatowy, owocowy; smak wielopiętrowy, długi – obok podstawy winnej, miodowy
(mimo wytrawności), owocowy (pomarańcze), korzenny, chininowy, żywiczny; moc
17%.
SERWOWANIE: jako aperitif Lillet pija się na lodzie
(ew. schłodzone do 8 stopni) z plasterkiem pomarańczy, cytryny lub limony.
Można osłabiać jego moc tonikiem, wtedy staje się long drinkiem. Przede
wszystkim jednak Lillet jest perfumowym dodatkiem wielu kombinacji barmańskich.
PRZEMYSŁAW
OBERŻYŚWIAT
OSUCHOWSKI
© GOZDAWA PROJEKT, Przemysław Osuchowski, Kraków 2025